Piotr Pośpiech
1 minut czytania
28 Aug
28Aug

Lech Poznań, po tym jak zaliczył blamaż w Poznaniu, gdzie uległ belgijskiej drużynie aż 1:5, co Kolejorzowi nie zdarzało się już od dawna, w rewanżu potrafił się podnieść i odnieść zwycięstwo.


Tak wysoka porażka przypomniała kibicom o najcięższych przegranych w historii klubu – w 1978 roku, gdy trenerem był Jerzy Kopa, Lech w debiutanckim meczu w europejskich pucharach uległ Duisburgowi 0:5, a 12 lat później przegrał z Olympique Marsylia aż 1:6. Od tamtej pory takie blamaże zdarzały się Kolejorzowi niezwykle rzadko, aż do ostatniego meczu w Poznaniu, w którym drużyna prowadzona przez Nielsa Frederiksena została rozbita przez Genk 1:5.

Jednak w rewanżowym starciu piłkarze Lecha, mimo braku kilku kluczowych zawodników i grając bez większej presji, wyszli na boisko z nową energią. Gdy zapowiadało się na powtórkę z poprzedniego spotkania, młodziutki Kornel Lisman dał Kolejorzowi wyrównanie. W drugiej połowie, po nieoczekiwanych zmianach dokonanych przez trenera Frederiksena, Leo Bengtsson kapitalnym strzałem z rzutu wolnego wyprowadził Lecha na prowadzenie. Ekipa z Poznania nie dała już sobie go odebrać, mimo kilku groźnych sytuacji pod własną bramką.

Lech Poznań nie był faworytem tego meczu, a kibice Kolejorza przez całe spotkanie wspierali swój zespół. Pod nieobecność Mikaela Ishaka ciężko było znaleźć skuteczne rozwiązania, ale od pierwszej minuty Bryan Fiabema starał się kreować grę. To właśnie on asystował przy bramce Lismana, który z zimną krwią zamienił podanie na gola. Młody zawodnik nie tylko robił sporo zamieszania na połowie rywala, ale również dobrze pracował w defensywie – trener może być zadowolony z jego występu.

Na tle poprzednich spotkań wyróżniał się także Tibo Ouma, który zagrał bardzo solidne 90 minut i unikał błędów, jakie zdarzały mu się wcześniej. Pozytywnie zaprezentował się również Fiabema – miał kilka ciekawych podań i rozwiązań, a przede wszystkim zaliczył asystę. Jeśli w kolejnych meczach utrzyma formę, można będzie powiedzieć, że trener potrafił go odbudować. Słabszy początek miał natomiast Michał Gurgul – to po jego błędzie padła pierwsza bramka dla rywali. Jednak w drugiej połowie zagrał zdecydowanie lepiej i pokazał większą pewność siebie.

Zmiany dokonane przez Nielsa Frederiksena okazały się kluczowe dla losów meczu. Choć początkowo mogło się wydawać, że nie są potrzebne w takim momencie, ostatecznie przyniosły Lechowi pozytywny impuls.

Po wygranej 2:1 z Genk Lech Poznań zagra w fazie grupowej Ligi Konferencji Europy. Trener Frederiksen może patrzeć z optymizmem w przyszłość i z większym spokojem przygotowywać się do nadchodzącego meczu z Widzewem Łódź.


Fot Przemysław Szyszka

Komentarze
* Ten email nie zostanie opublikowany na stronie.